Liliana Poszumska: Biznesowi mówię olé!

Co Panią inspiruje i daje motywację do prowadzenia własnego biznesu?

Liliana Poszumska, założycielka marki edukacyjnej La Mancha: Hiszpański to moja życiowa pasja, a zarażanie nią to jeden z moich życiowych celów, który realizuję właśnie w progach La 8.

 

Proszę opowiedzieć nam o swojej zawodowej drodze do miejsca, w którym się Pani obecnie znajduje.

Jesteśmy na rynku od 2011 roku. Jestem iberystą z wykształcenia, a także tłumaczem przysięgłym języka hiszpańskiego. Przez wiele lat pracowałam dorywczo w różnych szkołach, ale żadna nie spełniała moich oczekiwań zarówno co do jakości obsługi tak ucznia jak i lektora, jak i jakości świadczonych usług. Zbyt liczne grupy niedostosowane poziomem i wiekiem to jeden z najczęściej pojawiających się problemów, z którymi jako lektor musiałam sobie radzić. Postanowiłam, że otworzę własną szkołę na własnych zasadach  i pokażę innym, że grupy mogą liczyć od 4 do 6 osób, że można podzielić kursantów nie tylko ze względu na prezentowany poziom znajomości języka, ale też ze względu na wiek, bo przecież inaczej uczy się dorosłych a inaczej młodzież.

Proszę w kilku zdaniach opowiedzieć nam o swojej firmie. Z czego jest Pani zawodowo najbardziej dumna?

Jak otwierałam szkołę w 2011 byłam sama i miałam 17 uczniów. Dziś zatrudniam prawie 25 lektorów, a uczniów jest ponad 300. No i do tego mam 6 franczyz w całym kraju. Wszystko do czego doszłam zawdzięczam ciężkiej pracy. Najpierw jedne, potem drugie studia, podyplomówki, kursy, kilka lat pracy na dwóch etatach, potem rozwijanie własnej działalności. Ale chyba najbardziej dumna jestem z naszych uczniów, z ich rozwoju, z tego, że niektórzy z nich są już lektorami w La Manchy, czyli rozwinęliśmy nie tylko ich umiejętności językowe ale też ich jako osoby, ich karierę zawodową, ścieżkę życiową.

Jakimi zasadami kieruje się Pani w biznesie? Biznesowi mówię olé, co oznacza, że biorę przysłowiowego byka za rogi i działam. Ufałam i ufam własnej intuicji i pracuję. Nie odkładam rzeczy na potem, tylko działam i robię to, co trzeba. Poza tym, jestem mistrzem logistyki i ogarniania kilku rzeczy na raz, a do tego chyba nie brak mi kreatywności. No i żyję tak, żeby niczego nie żałować i móc sobie spojrzeć w twarz w lustrze i powiedzieć: jest dobrze.

 

Co dla Pani jest wyznacznikiem sukcesu zawodowego?

Skończyłam filologię angielską i hiszpańską w specjalizacji nauczycielskiej. Uczyłam się zatem po to, by być lektorem. I byłam nim przez wiele lat w różnych szkołach językowych w Łodzi i Gdyni. Nie do końca jednak zgadzałam się z ich polityką. Przepełnione grupy, niedobrane pod względem wieku i poziomu nauczania, brak odpowiedniego programu i planu nauczania, stare podręczniki i nieprzeszkolona kadra. Tak to kiedyś wyglądało. Postanowiłam to zmienić i założyć własną szkołę na własnych zasadach. Postawiłam na małe grupy, testy określające poziom uczniów w grupie, jasno określone cele nauczania, nowości wydawnicze i stałe podwyższanie kompetencji kadry nauczycielskiej. To wszystko i wiele więcej wdrożyłam w mojej szkole językowej. Otrzymaliśmy akredytacje kuratorium oświaty w Gdańsku i Instytutu Cervantesa w Hiszpanii, dzięki której jesteśmy jedynym na Pomorzu centrum egzaminacyjnym DELE, poza tym jako pierwsza szkoła w Polsce weszliśmy do Międzynarodowego Stowarzyszenia Szkół Języka Hiszpańskiego FEDELE z siedzibą w Madrycie. A najlepsze jeszcze przed nami.

Jak dba Pani o równowagę między pracą, a życiem osobistym?

Lawiruję między domem a pracą jak cyrkowiec na linie. Staram się pogodzić wszystko, ale czasami jest bardzo ciężko. W ciągu dnia, gdy moja córka Gabi jest w przedszkolu, to ja jestem w szkole, prowadzę zajęcia, nadzoruję pracę sekretariatu, rozwiązuję problemy. Po południu spędzam czas z Gabi, a wieczorem, po położeniu jej spać, zazwyczaj siadam do tłumaczeń, piszę książkę, odpisuję na maile i nadrabiam zaległości. Są dni, że pracuję po 12 godzin, ale nie skarżę się. Wszystkie moje działania mają jeden wspólny mianownik: hiszpański. Szkoła, tłumaczenia, książka, podróże, wszystko to wzajemnie się nakręca, a ja staram się tylko nad tym panować. Poza tym, mimo że być może zabrzmi to banalnie, siłę daje mi moja rodzina. Mój mąż Arek bardzo mnie we wszystkim wspiera i pomaga, a Gabi, cóż uwielbia spędzać czas w szkole, mówi o niej: nasza La Mancha!

 

Jak my, kobiety, możemy się według Pani zawodowo wspierać?

Bardzo! Musimy to robić. Należę do Polskiego Stowarzyszenia Kobiet Biznesu i tam nie ma miesiąca, żebyśmy nie wspierały się nawzajem podczas wspólnych networkingowych śniadań czy akademii mistrzyń. Ja mam zasadę, że zanim zlecę coś komuś to najpierw zastanawiam się czy któraś z moich koleżanek się tym nie zajmuje i czy nie mogłabym z nią tego zrobić.

 

Ma Pani jakieś osobiste motto w biznesie, które pomaga Pani w codziennych biznesowych zmaganiach z rynkiem?

Być inspiracją dla konkurencji, nie oglądać się za siebie i robić swoje.

Jakie ma Pani założenia i plany na najbliższe 3 lata?

Chciałabym otworzyć 3 nowe szkoły, w Szczecinie, Białymstoku i Łodzi lub Wrocławiu. Poza tym, mam kilka zawodowych marzeń, które w zasadzie można rozpatrywać w kategorii życiowych projektów i jak tylko je zrealizuję, to na pewno się o tym dowiecie.

 

A co sukcesu w życiu prywatnym?

O życiu prywatnym mogę powiedzieć tyle, że sukces dla mnie to znalezienie czasu na małe codzienne przyjemności, takie jak rower z córką czy polowanie na ciuchy z mamą.

 

Po więcej informacji o działalności naszej Bohaterki zapraszamy tutaj:

www.lamancha.pl

Źródło: materiał promocyjny Partnera

Fot. materiały firmowe

#SukcesJestKobietą, #książka, #biznes, #LaMancha, #franczyza

Michal Karas

Autor

Michal Karas

Polecamy

Powiązane Artykuły