Chevrolet Corvette 1963-1967

Patrząc na to auto trudno uwierzyć, że nie jest produkowane już od 50 lat. Pod względem stylistyki nie tylko wyprzedziło swój czas, ale też nadało kluczowe cechy legendzie Corvetty, auta sportowego kultowego również dziś

Gdybyśmy mieli wymieniać towary eksportowe amerykańskiej motoryzacji, z pewnością w pierwszej dziesiątce byłoby miejsce dla Chevroleta Corvette. To trzecia najdłużej produkowana seria samochodów w historii USA i jedyna, która przebiła się do świadomości ludzi również poza Stanami Zjednoczonymi.

Pierwsze sztuki legendarnej „Korwety” zjechały z taśmy w Michigan jeszcze w 1953 roku, a mimo to do dziś Corvette pozostaje jednym z czołowych modeli na rynku sportowych aut w USA i nie tylko. Do historii przeszło kilka wersji, poczynając od tej pierwszej – finezyjnie smukłej i romantycznej – po czwartą, która w prawie niezmienionym kształcie znajdowała klientów przez aż 12 lat! My jednak dziś pokazujemy Wam dwójkę, czyli pierwszą „płaszczkę” (Sting Ray) wśród pojazdów Chevroleta.

Przydomek Sting Ray auto zawdzięcza przede wszystkim stylistyce. To jeszcze nie był musle car w rozumieniu lat 70., tj. sylwetka mniej atletyczna i masywna, a bardziej… płaska właśnie. Linia maski szła przez kabinę i rysowała się jeszcze na tylnych nadkolach.

Same koła lekko ukryte w ostro ściętych nadkolach tylko podkreślały dominującą „kreskę”, zresztą widoczną również na poziomie świateł. Przednie były za dnia ukryte za obudową w kolorze nadwozia, obracającą się elektrycznie w razie potrzeby. Tylne wpisane dyskretnie pod główną linią, ale już w układzie znanym do dziś: cztery niezależne klosze, po dwa z każdej strony. Nie tylko wzór świateł przetrwał do dziś. Również chrapy za przednimi kołami i wloty powietrza przeszywające maskę dotrwały aż do produkowanej obecnie siódmej wersji Corvette.

Corvette C2 5

Z tego nadwozia Chevrolet zachował tak wiele, że aż trudno uwierzyć w tak krótką produkcję: od 1963 do 1967 włącznie. Nie ma jednak mowy o przypadku. Nad projektem pracował wybitny stylista Larry Shinoda, ojciec również trzeciej generacji, który później maczał palce również w stylistce kolejnej legendy – Forda Mustanga.

Pierwsze egzemplarze „płaszczki” produkowano w Michigan, a całą resztę w Missouri, udoskonalając silniki niemal stale. Bo choć produkcja trwała łącznie pięć lat, to auto oferowano z aż 12 wersjami jednostki napędowej. Kluczowe jest słowo „wersja” ponieważ mówimy o trzech silnikach V8, od 5.4 do 7.0L, ale z tych silników dwa przechodziły długą serię modyfikacji, by poprawiać właściwości auta.

Corvette C2 4

Z mocą 250-425 KM udało się przebić barierę 200 km/h z niewielkim okładem, a przyspieszenie do 100 km/h zajmowało mniej niż 5 sekund w najmocniejszej wersji. Nie robi wrażenia? Owszem, dziś nie robi, ale w połowie lat 60. rzeczywistość wyglądała inaczej. Zresztą, wystarczy tylko spojrzeć na cenę tego auta w chwili sprzedaży w salonie – od 4 do 4,2 tys. dolarów. Teraz za przyzwoicie zachowany egzemplarz trzeba zapłacić 40, 50, 60 tysięcy lub jeszcze więcej, zależnie od wersji. W sumie w całej generacji z taśm zjechało nieco ponad 21 tys. sztuk.

Zdjęcia dzięki uprzejmości General Motors

Michal Karas

Autor

Michal Karas

Polecamy

Powiązane Artykuły