Tomasz Kopczyński, właściciel firmy Pogotowie Techniczne, o pewności siebie, klientach i zasadach zawodowego sukcesu
Telefon dzwoni o trzeciej w nocy. Po drugiej stronie ktoś, kto właśnie stracił prąd, wodę albo ogrzewanie i nie ma pojęcia, co robić. Tomasz Kopczyński od kilkunastu lat odbiera takie telefony – to on stoi za poznańską marką Pogotowie Techniczne, firmą, która zamiast godzin otwarcia ma jedną zasadę: przyjeżdżamy zawsze. Od lat kręcił się też wokół środowiska strażackiego, wspierając różne inicjatywy i akcje charytatywne, aż w tym roku przeszedł szkolenie i formalnie wszedł w struktury OSP – dziś jako czynny strażak jeździ już na akcje.

W rozmowie dla portalu Sukces jest kobietą! opowiada, dla kogo naprawdę pracuje, czym różni się zdrowa pewność siebie od tej, która szkodzi i czego nauczyły go lata pracy w zawodzie, w którym nie ma dnia wolnego od telefonu.
Proszę opowiedzieć o stworzonej przez Pana marce POGOTOWIE TECHNICZNE. Do jakiego klienta jest kierowana ta oferta?
Tomasz Kopczyński, właściciel firmy Pogotowie Techniczne: Zacznę od obrazka, który najlepiej to tłumaczy. Jest środek nocy, w mieszkaniu leje się woda z pękniętej instalacji, dzieci śpią, a właściciel nie wie, gdzie jest zawór odcinający. Dzwoni pod jeden numer i po drugiej stronie ktoś odbiera od razu, zadaje konkretne pytania i mówi, ile minut zajmie dojazd. Taki moment – strach zamieniony w konkretne działanie – to dla mnie sens Pogotowia Technicznego. Nie sprzedaję usługi hydraulicznej czy elektrycznej. Sprzedaję spokój w chwili, w której ktoś go najbardziej potrzebuje.
Naszym głównym klientem są zarządcy nieruchomości, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe oraz firmy odpowiedzialne za budynki komercyjne – to z nimi pracujemy najbliżej, bo potrzebują partnera na stałe: przeglądów i legalizacji gaśnic czy hydrantów, szkoleń przeciwpożarowych dla pracowników i pewności, że w razie awarii ktoś przyjedzie, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Obok nich jest druga grupa – mieszkańcy i przedsiębiorcy, którzy trafiają do nas właśnie w takich nocnych, kryzysowych momentach. Różne drzwi, ten sam powód wizyty: potrzeba kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za problem, którego sami nie potrafią rozwiązać.
Ta część oferty, z której jestem szczególnie dumny – przeglądy i legalizacje gaśnic oraz hydrantów, szkolenia z obsługi sprzętu przeciwpożarowego i postępowania w sytuacjach awaryjnych – nie wzięła się znikąd. Wiedzę z zakresu ochrony przeciwpożarowej zdobywałem od lat, jeszcze zanim formalnie związałem się ze strażą, a w tym roku przeszedłem szkolenie i wszedłem w struktury OSP, więc dziś sam jeżdżę na akcje. Dzięki temu klienci, którzy zamawiają u nas szkolenie przeciwpożarowe, uczą się nie z suchej teorii, tylko od kogoś, kto rzeczywiście staje z tym problemem twarzą w twarz.

Czym jest według Pana pewność siebie?
To nie jest przekonanie, że zawsze mam rację. To raczej wiedza, gdzie kończy się moja kompetencja i kiedy trzeba zadzwonić do kogoś, kto zna się na czymś lepiej ode mnie. Kiedy stoję przy rozszczelnionej instalacji gazowej i mam za sobą setki podobnych sytuacji, nie muszę się zastanawiać, czy dam radę – po prostu działam. To spokój, który bierze się z doświadczenia, a nie z brawury.
Nauczyłem się tego na własnych błędach, nie z podręcznika. Były sytuacje, w których przeceniłem swoje możliwości albo zbyt szybko oceniłem problem – i to właśnie one, a nie łatwe sukcesy, zbudowały tę spokojną pewność, którą mam dziś. Prawdziwa pewność siebie idzie w parze z pokorą: wiem, w czym jestem dobry, ale równie dobrze wiem, kiedy przyznać, że czegoś nie wiem.
Jak według Pana pewność siebie pomaga w biznesie?
W mojej pracy klient ocenia mnie w pierwszych kilkunastu sekundach rozmowy – zanim jeszcze ktokolwiek dojedzie na miejsce. Jeśli słyszy w moim głosie wahanie, traci zaufanie w tym samym momencie, w którym najbardziej go potrzebuje. Pewność siebie to właściwie pierwsze narzędzie pracy, zanim jeszcze sięgniemy po jakikolwiek sprzęt.
Pomaga mi też w decyzjach, które nie mają nic wspólnego z pojedynczą awarią – w zatrudnianiu kolejnych ludzi, inwestowaniu w sprzęt czy otwieraniu nowych obszarów działalności, jak choćby szkolenia przeciwpożarowe.
Firmę, która działa dwadzieścia cztery godziny na dobę, prowadzi się z pozycji przekonania, że to, co się robi, ma sens i jest potrzebne – inaczej szybko zabrakłoby sił, żeby wstawać do telefonu o czwartej nad ranem.

A czy może zacząć przeszkadzać? Jeśli tak, to w jakich sytuacjach?
Jak najbardziej, i sam się na tym łapałem. Najgroźniejszy moment to ten, w którym pewność siebie zaczyna zastępować sprawdzanie faktów – kiedy zakładam, że znam już wszystkie warianty awarii, więc nie muszę doczytać zmiany w przepisach albo doszkolić ekipy. W mojej branży, gdzie stawką bywa czyjeś bezpieczeństwo, taka pewność jest po prostu niebezpieczna.
Drugi moment to wtedy, gdy przestaję słuchać zespołu albo klienta, bo uznaję swoją pierwszą ocenę za ostateczną.
Kilka dobrych zmian w firmie nie powstałoby, gdybym się na to uparł. I trzeci – łatwo pewnym siebie głosem obiecać klientowi czas dojazdu, którego potem nie da się dotrzymać. W usługach, w których liczy się każda minuta, przeszacowanie własnych możliwości kosztuje więcej, niż przyznanie się, że coś zajmie chwilę dłużej.

Jakie są według Pana trzy najważniejsze zasady, które pomagają odnieść zawodowy sukces?
Pierwsza: jeśli powiedziałem, że przyjadę, to przyjeżdżam – o każdej porze, w każdą pogodę, niezależnie jak bardzo jestem zmęczony. W tej branży to nie hasło marketingowe, tylko codzienna praktyka, i to ona sprawia, że klient zapamiętuje nas na lata i poleca dalej, zamiast szukać kogoś innego następnym razem.
Druga: nie wolno przestać się uczyć. Przepisy dotyczące ochrony przeciwpożarowej, instalacji, norm bezpieczeństwa zmieniają się regularnie, a sprzęt, na którym pracowaliśmy pięć lat temu, dziś bywa już niewystarczający. Firma, która przestaje inwestować w wiedzę zespołu, prędzej czy później przestaje nadążać za realnymi potrzebami klientów.
Trzecia: w kryzysie to ja muszę być tą spokojną osobą w rozmowie, nie klient. Kiedy ktoś dzwoni przerażony zalanym mieszkaniem albo awarią gazową, potrzebuje usłyszeć spokojny głos, który przejmie sprawę i poprowadzi go krok po kroku. Ta umiejętność – żeby nie dać się wciągnąć w panikę drugiej strony – zdecydowała chyba o więcej relacjach z klientami niż jakakolwiek reklama.

Poza biznesem – strażak i społecznik
Warto wiedzieć, że biznes to niejedyne miejsce, w którym Tomasz Kopczyński na co dzień pomaga innym. Ze środowiskiem strażackim związany jest od lat – zanim jeszcze formalnie wstąpił w jego szeregi, przez kilka lat wspierał różne inicjatywy i akcje charytatywne organizowane wokół straży pożarnej. W tym roku zrobił kolejny krok: przeszedł szkolenie i wszedł w struktury OSP , gdzie jako czynny strażak ochotnik jeździ już na akcje. Ta sama gotowość do niesienia pomocy, którą widać w Pogotowiu Technicznym, towarzyszy mu więc równolegle po drugiej stronie – tam, gdzie nie ma już mowy o żadnym biznesie, tylko o czystej służbie.
Social media:
• Facebook – Pogotowie Techniczne 24h – https://www.facebook.com/p/Pogotowie-Techniczne-24h-100090181430862/
#SukcesJestKobietą, #DzieńMężczyzny, #PogotowieTechniczne, #awarie
Fot. materiały własne
Źródło: materiał promocyjny Partnera


