Arleta Kartuszewska: Największe dopiero przede mną!

Arleta Kartuszewska to innowatorka, designerka i osoba obdarzona niezwykłym smakiem, który pozwala spełniać wnętrzarskie marzenia jej klientów z Polski i ze świata. Łączy włoski temperament marki ze zrównoważonym podejściem do klienta, dzięki czemu grono osób zadowolonych z jej wizji, stale rośnie.

Proszę przybliżyć czytelniczkom i czytelnikom swoją firmę i markę.

Firma powstała we Wrocławiu w 2017 roku, gdy zmieniłam miejsce zamieszkania na Wrocław. To w niej spełniam marzenia moich Inwestorów i przez to też własne.

Tworzę w sposób intuicyjny, po uprzednim skrupulatnym wywiadzie z Inwestorem, w kwestii: oczekiwań, stylu życia, potrzeb i wyborów. Ważne, by wczuć się w rolę psychologa spełniającego marzenia. To właśnie ta umiejętność pozwala mi bardzo często tworzyć bez korekt. To też dowód na to, że wiedzę można posiąść, lecz talent czy predyspozycje potrzeba już w sobie mieć. I dlatego to właśnie ogromnie mnie cieszy i motywuje do dalszego rozwoju oraz zdobywania sukcesów. Tworzę projekty apartamentów, domów, biur, kancelarii czy banków, cały czas rozwijając swój kunszt.

Marka jest ukłonem w kierunku sztuki, na którą uczulił i w pewnym sensie zapoznał mnie z nią mój Tato. To na Jego cześć, moja firma nosi Jego imię. Niestety, straciłam Go ponad 17 lat temu. Nazwa ma skojarzenia z włoskim charakterem i temperamentem, przy jednoczesnej wrażliwości na piękno. Taki właśnie był Francesco, choć jest rodowitym Polakiem z imieniem Franciszek. Ode mnie przyjął wspaniale do Niego pasujące alter ego – Francesco.

Skąd pomysł na działalność właśnie w tej, przyznajmy, niełatwej branży z dużą konkurencją?

Od dzieciństwa pasjonował mnie świat sztuki w każdej formie. Moja kariera w tym kierunku zaczęła się od akrobatyki sportowej i baletu. Niestety, zakończona 2 kontuzjami. By wypełnić czas i potrzebę ekspresji, swoje kroki skierowałam ku sztuce: rzeźby, malarstwa i rysunku. Przez krótki czas, chciałam spróbować swoich sił w muzyce. Jednak to sztuka rysunku i malarstwa okazała się najsilniejsza. Przez ponad 13 lat byłam też wizażystką i stylistką.

W sposób dość płynny i oczywisty przeszłam z kreowania wizerunku osobistego na kreowanie przestrzeni. Z zasady nie uznaję, że konkurencja istnieje. Każdy z nas ma odbiorcę swoich profesji. Oprócz towaru czy usług istnieje jeszcze pierwiastek ludzki. Nie z każdym współpracujemy na tych samych i miłych poziomach. Stąd, uważam, iż każdy ma szansę by skosztować tego tortu (śmiech).

Z jakich dokonań i osiągnięć swojej firmy jest Pani najbardziej dumna?

Najlepszym dowodem na potwierdzenie tezy, że miejsce, gdzie jestem, jest moje i z którego jestem dumna, to oferty współpracy od firm, o których tylko słyszałam lub czytałam, gdyż były poza moim zasięgiem. Cieszy fakt, gdy marka z branży meblarskiej, która współpracuje m.in. z Lamborghini, która tworzy dla włoskich marek, oferuje wspólne spotkania celem podjęcia wspólnych tematów.

Zdarzają się sytuacje, gdy firmy z mojej branży gratulują poziomu i kunsztu. To bardzo miłe. Największy jednak sukces dla mnie to fakt, że dotarłam do tego miejsca w samotnej podróży poprzez meandry błędów i poznawania tajników różnych zagadnień lokalnego rynku poprzez pryzmat światowego designu. Uważam jednak, że największe jeszcze przede mną.

Co Panią motywuje do nowych działań i rozwiązań, co napędza do działania każdego dnia?

Jestem pracoholikiem i wciąż nie mam dość. Potrzeba realizowania nowych zadań, a w tym siebie, pozwala mi na dostrzeganie pojawiających się wokół fantastycznych zmian i szans. To tak, jakby tworzyć każdy dzień na nowo, według własnego scenariusza, z zaplanowanym efektem na koniec dnia.

Moje wsparcie to oczywiście moja rodzina i najbliższe mi osoby, z którymi spędzam czas na wspólnych radościach i zabawnych sytuacjach, kreujących potem nasze piękne wspomnienia. To wartość bezcenna, którą warto budować od każdego poranka przy włoskiej kawie (śmiech).

O czym Pani marzy zawodowo?

Pracownia we Włoszech, z dorobkiem współpracy z największymi osobistościami świata architektury i design’u. Teraz może się to zmienić, gdyż nasza rzeczywistość jest dość dynamiczna. Jednakże, nigdy nie porzucam swoich marzeń. Są po to, by je realizować.

Myślę, że poczucie spełnienia jest związane z wewnętrznym zaspokojeniem osiągnięć na własną skalę. A ja mam ich nieskończenie wiele (śmiech). Bez względu na miejsce, czas i okoliczności.

Po więcej informacji o działalności naszej Bohaterki zapraszamy tutaj:

https://francescodesign.pl/

Foto – Maciej Borkowicz i materiały własne

Materiał powstał w ramach raportu BIZNES SIĘ NIE PODDAJE!

 

Robert Kocjan
Polecamy

Powiązane Artykuły